To sytuacja, którą zna wielu rodziców i trenerów. Dziecko traci figurę, popełnia prosty błąd albo widzi groźnego atakującego hetmana przeciwnika — i niemal od razu chce się poddać. Czasem robi to po jednej stracie. Czasem po kilku słabszych ruchach. Czasem jeszcze zanim pozycja naprawdę stanie się przegrana.
Dorosłym często wydaje się to dziwne. Przecież partia jeszcze trwa. Przecież można się bronić. Przecież przeciwnik też może się pomylić. Przecież w szachach zdarzają się zwroty akcji.
A jednak wiele dzieci poddaje partię zdecydowanie za wcześnie.
Dlaczego tak się dzieje? I co zrobić, żeby nauczyć dziecko walczyć dłużej, mądrzej i spokojniej — bez zmuszania go do bezmyślnego „grania do mata” w każdej sytuacji?
To pierwsza i bardzo ważna rzecz. Dla dorosłego albo bardziej doświadczonego zawodnika pozycja może być „trudna, ale jeszcze do gry”. Dla dziecka ta sama pozycja może już wyglądać jak katastrofa.
Dlaczego?
Bo dziecko często nie ma jeszcze wystarczającego doświadczenia, by ocenić, kiedy partia jest naprawdę przegrana, a kiedy tylko nieprzyjemna. Strata figury może wydawać mu się końcem wszystkiego. Silny atak przeciwnika może wyglądać jak coś nie do obrony. Gorsza pozycja może być odczuwana jak pewna porażka, nawet jeśli na szachownicy nadal jest dużo możliwości.
Innymi słowy: dziecko często poddaje nie tyle obiektywnie przegraną pozycję, ile pozycję, która wydaje się przegrana.
Wielu dorosłych patrzy na ten problem wyłącznie od strony gry. Tymczasem bardzo często źródło leży w emocjach.
Dziecko po błędzie może poczuć:
I właśnie wtedy pojawia się chęć szybkiego zakończenia partii. Nie dlatego, że nie ma już ruchów. Tylko dlatego, że dziecko nie chce już czuć tego, co czuje.
Poddanie staje się więc ucieczką od trudnych emocji.
To bardzo ważne, bo jeśli tego nie rozumiemy, możemy pomyśleć: „ono jest leniwe”, „nie chce walczyć”, „za szybko się poddaje”. A w rzeczywistości dziecko często po prostu nie umie jeszcze wytrzymać napięcia po błędzie.
To kolejna częsta przyczyna. Dla wielu dzieci partia ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do zwycięstwa. Gdy tylko pojawia się perspektywa porażki, motywacja spada niemal do zera.
To zwykle nie bierze się znikąd. Czasem dziecko samo bardzo mocno skupia się na wyniku. Czasem nauczyło się, że najważniejsze jest wygrywanie. Czasem za bardzo boi się przegranej, bo kojarzy ją z rozczarowaniem rodzica, trenera albo własnym poczuciem bycia „gorszym”.
Wtedy partia nie jest już miejscem nauki i walki, tylko testem: albo wygrywam, albo to wszystko nie ma wartości.
A przecież właśnie w gorszych pozycjach dziecko może uczyć się najwięcej: obrony, cierpliwości, szukania szans, stawiania problemów przeciwnikowi, trzymania emocji w ryzach.
Dorośli wiedzą, że w szachach bardzo rzadko wszystko przebiega idealnie. Nawet z wygranej pozycji można zejść na manowce. Nawet prostą przewagę można wypuścić. Nawet świetnie zapowiadający się atak można zepsuć.
Dzieci często patrzą na to inaczej. Myślą bardziej zero-jedynkowo:
„Straciłem figurę = przegrałem.”
„Mam gorszą pozycję = nie ma po co grać.”
„Przeciwnik ma przewagę = już po partii.”
To oznaka niedojrzałości szachowej, ale też czegoś zupełnie normalnego na początku drogi. Dziecko jeszcze nie rozumie, jak wiele partii wygrywa się nie dlatego, że od początku było się lepszym, ale dlatego, że potrafiło się wytrzymać trudny moment i grać dalej.
To częsty, ale mniej oczywisty powód.
Niektóre dzieci bardzo źle znoszą własne błędy. Chcą grać ładnie, poprawnie, bez wpadek. Kiedy więc pojawia się prosty błąd, czują coś w rodzaju wewnętrznego załamania: „Skoro zagrałem tak głupio, to ta partia już jest zepsuta”.
W takim podejściu nie ma miejsca na ratowanie pozycji, walkę po błędzie czy odbudowywanie się w trakcie partii. Jest tylko myślenie: „Nie wyszło idealnie, więc nie ma sensu”.
To bardzo ważny temat, bo dziecko, które nie potrafi grać po niedoskonałości, będzie często poddawać partie nie dlatego, że naprawdę musi, ale dlatego, że nie umie psychicznie udźwignąć faktu, że coś poszło nie tak.
Na początku nauki szachów dzieci często słyszą dużo o ataku, wygrywaniu figur, matach, pułapkach, dobrych ruchach i zwycięstwach. Znacznie rzadziej ktoś pokazuje im, że obrona też jest umiejętnością.
A przecież bronienie trudnej pozycji to ogromna część szachów.
Jeśli dziecko nie ma doświadczenia w ratowaniu gorszych sytuacji, nie zna motywów obronnych i nie widziało, że z kiepskiej pozycji da się jeszcze „wyjść”, to naturalne, że będzie traktować ją jak koniec.
Nie da się nauczyć dziecka walczyć do końca samym hasłem: „Nie poddawaj się”. Trzeba mu pokazać, jak grać dalej, gdy zrobi się trudno.
Nie chodzi o to, żeby zabronić poddawania w ogóle. To byłby błąd. W szachach umiejętność poddania partii we właściwym momencie też jest ważna. Problemem nie jest samo poddawanie, tylko poddawanie za wcześnie, z lęku, złości albo bez próby walki.
Dlatego celem nie jest nauczenie dziecka, by zawsze grało do ostatniego mata. Celem jest nauczenie go, by umiało odróżnić pozycję trudną od naprawdę beznadziejnej.
Jeśli dziecko właśnie zeszło z partii i poddało ją po jednym błędzie, nie zaczynaj od:
„Dlaczego znowu się tak szybko poddałeś?”
„Przecież mogłeś grać dalej.”
„Musisz walczyć.”
Najpierw warto zobaczyć, co się z nim dzieje emocjonalnie.
Może czuje wstyd.
Może jest na siebie wściekłe.
Może boi się oceny.
Może jest rozbite po własnym błędzie.
Dopiero kiedy emocje trochę opadną, można wrócić do rozmowy. Inaczej dziecko usłyszy tylko pretensję, a nie pomoc.
Dzieci bardzo potrzebują przykładów. Samo mówienie, że „trzeba walczyć”, niewiele da, jeśli nie wiedzą, co to właściwie znaczy.
Warto pokazywać im pozycje:
Im więcej dziecko zobaczy partii, w których „wcale nie było po wszystkim”, tym łatwiej zacznie rozumieć, że jedna wpadka nie musi kończyć gry.
To jedno z najlepszych pytań w całych szachach.
Po błędzie dziecko zwykle myśli:
„Ale źle zagrałem.”
„Już przegrałem.”
„To bez sensu.”
Trzeba pomóc mu przesunąć uwagę z tego, co było, na to, co można zrobić dalej.
Zamiast skupiać się na stracie figury, niech zada sobie pytanie:
To zmienia sposób myślenia. Dziecko przestaje zatrzymywać się na błędzie, a zaczyna szukać odpowiedzi.
To bardzo ważne. Jeśli doceniamy dziecko tylko za zwycięstwa, to ono szybko nauczy się, że tylko wynik ma wartość.
A wtedy po utracie przewagi lub po błędzie motywacja gwałtownie spada.
Warto zauważać i nazywać także inne rzeczy:
Takie komunikaty budują odporność psychiczną. Dziecko zaczyna rozumieć, że jego wartość nie kończy się tam, gdzie kończy się idealna partia.
Jeśli po każdej przegranej partii atmosfera robi się ciężka, dziecko będzie chciało jak najszybciej uciekać od przegrywania. A jedną z form tej ucieczki bywa właśnie przedwczesne poddanie.
Kiedy dorosły zbyt mocno przeżywa wynik, analizuje każdą porażkę jak katastrofę albo okazuje rozczarowanie, dziecko zaczyna myśleć:
„Lepiej szybko skończyć tę partię niż długo siedzieć w czymś, co i tak źle się skończy.”
Dlatego tak ważne jest, by przegrana nie była przedstawiana jak dowód słabości. To tylko część nauki.
Jeśli dziecko ma grać dłużej w gorszych pozycjach, musi umieć coś w nich robić.
W praktyce bardzo pomaga:
Dziecko, które zna tylko myślenie ofensywne, często czuje się bezradne, gdy coś pójdzie nie tak. Dziecko, które zna smak obrony, zaczyna rozumieć, że partia może trwać także po błędzie.
To może brzmieć paradoksalnie, ale właśnie to pomaga najbardziej.
Nie warto tworzyć zasady: „Nigdy się nie poddawaj”. To prowadzi do drugiej skrajności. Dziecko zaczyna siedzieć w pozycjach absolutnie przegranych, nie rozumiejąc, po co to robi.
Lepiej uczyć:
To buduje szachową dojrzałość. Dziecko nie działa wtedy z emocji, tylko coraz bardziej z rozumienia pozycji.
Wielu młodych zawodników poddaje partię za wcześnie, bo nie akceptuje samego faktu popełnienia błędu.
Trzeba im pokazywać, że błąd nie jest końcem świata. Jest częścią szachów. Popełniają je początkujący, dzieci, trenerzy, mistrzowie i arcymistrzowie.
Nie chodzi o to, żeby błędy lekceważyć. Chodzi o to, żeby nie robić z nich dramatu większego niż sama sytuacja na szachownicy.
Dziecko, które wie, że po błędzie nadal można myśleć, walczyć i czasem nawet uratować partię, dużo rzadziej będzie reagowało natychmiastowym poddaniem.
Nie warto zawstydzać dziecka tekstami w stylu:
„Znowu się poddałeś jak mały.”
„W ogóle nie umiesz walczyć.”
„Inni jakoś grają dalej.”
Takie komunikaty nie budują odporności. Budują napięcie, wstyd i jeszcze większą niechęć do trudnych pozycji.
Nie warto też wprowadzać sztywnej zasady, że dziecko ma grać każdą partię do końca bez względu na wszystko. To nie uczy rozsądku. Uczy tylko przymusu.
Najlepiej działa połączenie dwóch rzeczy: spokoju i konsekwencji. Spokoju w reakcji na emocje dziecka oraz konsekwencji w uczeniu, że po błędzie nadal trzeba szukać ruchu.
Dzieci poddają partie za wcześnie nie dlatego, że są słabe charakterem. Najczęściej robią to dlatego, że nie umieją jeszcze ocenić pozycji, źle znoszą własne błędy, boją się przegranej albo nie wiedzą, jak walczyć w trudnej sytuacji.
To dobra wiadomość, bo z tym wszystkim można pracować.
Nie przez presję.
Nie przez zawstydzanie.
Nie przez hasło „musisz być twardszy”.
Tylko przez spokojne uczenie, że jedna strata nie kończy partii, że przeciwnik też może się pomylić, że obrona jest częścią szachów, a błąd nie przekreśla całej gry.
Bo dojrzały szachista to nie ten, który nigdy się nie myli.
To ten, który po błędzie nadal umie usiąść przy szachownicy i szukać najlepszego ruchu.